Blog > Komentarze do wpisu
J.D. Salinger - Buszujący w zbożu

Zacznę od tego, że przed rozpoczęciem książki dowiedziałam się, że być może ona była "guru" mordercy Johna Lennona. To stuprocentowo zachęciło mnie do przeczytania jej i dowiedzenia się: dlaczego? Odpowiedzi szukałam, gdy nie udawało mi się starałam się patrzeć przez inny pryzmat niż na początku. Nie znalazłam, jednak przeczytałam wspaniałą książkę.

Powieść pod tytułem Buszujący w zbożu opowiada historię zagubionego, może nawet zbuntowanego co do współczesnych norm postępowania Holdena. Chłopak jest indywidualistą, na pozór obojętnym na wszystko, który zostaje wydalony z czwartej już szkoły. Postanawia uciec. Przez dwa dni błąka się po ulicach Nowego Jorku. Cały czas poznajemy historię jego, jego rodziny i ludzi, z którymi miał do czynienia. Jest to też poniekąd historia o miłości. Przez całą książkę gdzieś tam przewija się wątek Pheobe - siostry głównego bohatera - dla której jednak chłopak ostatecznie decyduje się zostać w domu.

Siegając po tę książkę miałam wrażenie, że zaczynam coś wielkiego, coś wysławionego. Czytając ją, interesowało mnie co będzie dalej, zachwycał mnie sposób mówienia (narracji) Holdena, jego argumentacja, dlaczego nie lubi tych wszystkich "bubków"... Denerwował mnie czasem sceptycyzm bohatera do świata. Pod koniec książki Pheobe zauważa, że Holden NICZEGO nie lubi. Czego on się wypiera, ale nie potrafi podać przykładu, że jest odwrotnie. To jest dla mnie kluczowe zdanie tej powieści.

Książka jest wartościowa i na długo zostaje w pamięci. Jest zachwycająca. Ale czytelnik uzmysławia to sobie dopiero po ostatnim rozdziale, po ostatnim zdaniu, po zamknięciu tej książki (całkiem inaczej niż u Paulo Coelho). Intryguje czytelnika enigmatyczny finisz powieści. Zastanawia się, czy bohater rzeczywiście pisał swoje wspomnienia ze szpitala psychiatrycznego.

Buszujący w zbożu to godne polecenia dzieło sztuki.

środa, 09 lutego 2011, marchefwbutonierce

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: jimmy, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/03/03 21:30:41
Dla mnie była zachwycająca nawet przed końcem. Dobrze podsumowałaś książkę, zgadzam się z tą recenzją. ;)